Triathlon

Enea Bydgoszcz Triathlon 2021

Zrobiłam to! Mój pierwszy, wymarzony triathlon. Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że tak polubię ten sport kazałaby mu puknąć się w głowę. Życie jest zaskakujące, nigdy nie wiesz gdzie nas zaprowadzi i co sobie wymarzyłaś w głowie. Najważniejsze jednak, aby wziąć wszystkie pomysły w swoje ręce i zrobić to – tak mogę już nazwać się mini triathlonistką, ale chciałabym zacząć od początku.

Na pomysł z triathlonem wpadłam jakoś w czerwcu, od tamtego czasu zaczęłam przygotowania, aby spełnić swoje szalone marzenie, które zrodziło się w mojej głowie. Szalone, bo dotychczas tylko trenowałam bieganie, rowerem nie jeździłam już trochę czasu, a pływanie było dla mnie mega sporadyczne. I chociaż lubiłam każdy z tych sportów nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby je połączyć.



Kiedy stwierdziłam, że jednak to zrobie, bo mogę i umiem. Zaczęłam kompletować triathlonowy sprzęt: pianka pływacka, czepek, lepsze okulary, rower szosowy, jakiś strój triathlonowy, wszystko zakupione w Decathlonie (oprócz roweru, ten wygrzebany z OLX), nic specjalnego, nic z górnej półki, bo nie wiedziałam czy się tym naprawdę zainteresuje.
Dodatkowe treningi szybko udało się wpleść w harmonogram dnia, udało sie połączyć ze zmianami w pracy u męża, opieką nad dzieckiem, zaczęłam trenować i to ostro, z pełną motywacją w serduchu.

Pełna motywacji rozszalałam się w wykupywaniu pakietów na starty, bo zapisałam się na najbliższy możliwy w Kórniku oraz Enea Bydgoszcz, miałam jeszcze inne w planach, ale mąż mnie przystopował: „Zrób najpierw jeden i zobacz czy ci się spodoba” – racja!


Wreszcie nadszedł dzień Kórnika, stres niesamowity, wiele zwątpień i myśli czy na pewno to ogarnę. Powiem Wam, że najbardziej bałam się etapu z wodą, który w sumie rozpoczyna całe zawody, później rower i bieganie.
Kórnik nie był dla mnie łaskawy i po 2-3 minutach od startu przygoda dla mnie się skończyła. Co się stało? Przestraszyłam się wody, przestraszyłam się tego, że nie będę mogła stanąć na dno i chwile odpocząć kiedy zabraknie mi sił. Zjadła mnie panika. No cóż.
Pogodziłam się z tym faktem i wzięłam to na klatę jako super doświadczenie, które pozwoliło mi poznać swoje słabości, bo nigdy nie przypuszczałam, że mogę się przestraszyć braku dna.

Widziałam, że na Enea nie może to się powtórzyć, bo jakoś ta największa impreza triathlonowa w Polsce stała się moim marzeniem. Zaczęłam szlifować pływanie, czytałam poradniki jak pływać kraulem, wieczorne godziny spędzone na YouTube, na oglądaniu triathlonistów, filmików z instrukcją pływania, no i godziny spędzone w basenie na wprowadzanie w życie tej całej wiedzy.
Porażka mnie bardzo zmotywowała do pracy, bo dowiedziałam się, że to co ja nazywałam „umiem pływać” wcale pływaniem nie było.
Kiedy zaczęłam pływać kraulem poczułam na nowo radość z pływania, jednak najdłużej zajęło mi opanowanie oddechu. Kiedy już (po 2 miesiącach) wreszcie coś zaczęło się dziać i zaczęłam pływać kraulem z głową pod wodą stałam się o wiele pewniejsza.


Jeśli chce się pokonać strach to trzeba wreszcie się z nim zmierzyć otwarcie, więc przyodziałam się w piankę i ruszyłam na jezioro pokonać strach przed brakiem dna. Udało się, popłynęłam na środek jeziora i spowrotem 600m. Czułam, że mogę wszystko i tym razem strach mnie nie pokona!

Sierpień zdecydowanie był miesiącem wody, bo zrobiłam łącznie ok. 10km pływania.

I wreszcie w kalendarzu zawitała data 29 sierpnia 2021 i start w Bydgoszczy. Stres mimo wszystko był, czy dam radę, ale tym razem umiałam stłumić ten strach, opanować go, bo przecież po to tyle trenowałam. Jeszcze dwa dni przed byłam na jeziorze sprawdzić czy przepłynie na pewno te 500m (475m tyle jest na dystansie 1/8 Ironman), co może pójść nie tak jeśli zachowam spokój?
Podeszłam do tego jak do zabawy, do treningu, przecież to pierwszy start, więc nie ma co szaleć na czas jeśli nie wiem co i jak, a dopiero się uczę.

Wskoczyłam do wody, w momencie kiedy ominęłam pierwszą boję już wiedziałam, że będzie wszystko ok. Wyszłam na brzeg i już byłam szczęśliwa!
Woda była zimna, ale wiecie jak to jest w emocjach 🙂

No to teraz biegiem do strefy zmian, udało się ściągnąć piankę, na swoje stanowisko z rowerem trafiłam bez problemu. Trochę był problem z pionizacją i błędnikiem po pływaniu, ale na szczęście nie zaliczyłam gleby. Pojechałam w trasę, już czułam, że wszystko jest dobrze 🙂 Tak było właśnie aż do mety.

Na mecie się tak bardzo popłakałam, bo wiem ile mnie to wszystko kosztowało wysiłku, starań, czasu, jestem ogromnie z siebie dumna, bo nawet czas wpadł przyzwoity, chociaż kompletnie nie o niego mi chodziło. Teraz mam punkt odniesienia do kolejnych startów, bo zapewniam Was, że właśnie zaczęła się moja przygoda z triathlonem 🙂

Czas jaki udało mi się zarobić na Enea Bydgoszcz Triathlon 1/8 Ironman to 1:24:58.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *