Lifestyle,  Triathlon

Jak nauczyłam się pływać?

Zawsze wiedziałam, że pływanie to sport dla mnie, zawsze lubiłam to robić, chociaż nigdy nie zapisałam się na kurs pływania, po prostu od czasu do czasu skoczyłam sobie na rozluźniający basen, myślałam wtedy, że pływam dobrze, bo przecież nie tonę i płynę do przodu. W tym roku przekonałam się o tym jak bardzo się myliłam i muszę znowu nauczyć się pływać.

Od momentu kiedy do głowy wpadł mi pomysł, aby trenować do triathlonu wszystko się zmieniło. Zawody triathlonowe rozpoczynają się od etapu pływackiego, ponieważ jest to najbardziej wymagająca i dość trudna dyscyplina szczególnie na wodzie otwartej. Kiedy coś się zadzieje na rowerze czy biegu to nie ma tak wielkiego strachu jak właśnie w wodzie, w której często liczą się sekundy.
O tym strachu coś Wam mogę napisać, ponieważ mój pierwszy triathlon pod względem pływania nie był nic, a nic przemyślany. Wystartowałam sobie ze świadomością, że „umiem pływać” to jakoś dam radę przepłynąć te 475m (dystans 1/8 Ironman), przecież pływałam wcześniej trochę na wodze, co może się stać? Otóż stało się, po przepłynięciu 100m czyli jakiś dwóch czy trzech minutach wyciągali mnie z wody, ponieważ przestraszyłam się głębokości, tego, że nie mam gruntu pod nogami, że nie będę się mogła zatrzymać i chwilę odpocząć kiedy będzie trzeba, poczułam się jakbym była sparaliżowana.
Ten moment uświadomił mi, że jednak nie umiem pływać, gdybym umiała, pewnie nie zwątpiłabym w siebie oraz swoje umiejętności.
Czy czułam złość? No jasne, że tak, ale nie na sytuacje jaka się wydarzyła, tylko na siebie, że nie opanowałam strachu, bardzo nie lubię kiedy coś mnie ogranicza. Chciałam tego samego dnia jechać nad jezioro udowodnić temu strachowi, że nie ma nade mną władzy. Ostudziłam emocje, przyjęłam, że dostałam lekcje, odkryłam swoje słabości i dostałam możliwość pracy nad nimi. Tak też zrobiłam! Wzięłam się do pracy, ponieważ przede mną był Enea Bydgoszcz Triathlon, gdzie już nie chciałam powtórzyć tej samej lekcji.

Zaczęłam przeglądać internet wpisując hasło „jak pływać kraulem?”, wynikiem było kilkanaście stron, a na każdej multum porad. Zaczęłam czytać, analizować, chłonąc wiedzę doświadczonych pływaków. Z czytania wskoczyłam na YouTube, oglądałam wypowiedzi i instruktaże triathlonistów, nauczycieli pływania itd. Za każdym razem zdobytą wiedzę przekładałam na praktykę.
Być może pomyślicie, dlaczego nie wynajęłam trenera? Na pewno byłoby to o wiele prostsze, ale chciałam nauczyć się tego sama. Nagrywałam większość swoich treningów, a później analizowałam każdy ruch, patrzyłam co jest źle, co mogę poprawić. Progres bardzo cieszył.
Wreszcie nadszedł dzień, aby ubrać piankę i ruszyć na trening open water, bałam się, ale ten strach mnie motywował do tego, aby przekroczyć granice, ściągnąć blokadę. Nie chciałam płynąc sama, więc mąż z córką płynęli obok mnie rowerkiem wodnym. Pamiętam, że kiedy zaczęłam się bać mówiłam do siebie „wszystko jest dobrze, umiesz pływać, trenowałaś” – pomogło, odblokowało mnie i tak przepłynęłam 600m. To było świetne uczucie, kiedy przełamałam ten strach, poczułam, że mogę wszystko!
Ten miesiąc przed Enea, spędziłam tyle godzin w wodzie basenowej oraz na jeziorze w piance, że chyba nigdy w życiu tyle w niej nie przebywałam 😁

Czułam, że zrobię ten triathlon, zrobiłam (pisałam o tym tutaj). Zapisałam się na kolejny, do którego postanowiłam jeszcze bardziej poprawić swoją technikę pływania kraulem. Brakowało mi tego, żeby płynąc z głową pod wodą, tak jak się pływać powinno, bo dotychczas tego nie robiłam, nie umiałam aż tak pracować oddechem. Chciałam to zmienić, bo pływanie z głową pod taflą poprawia opływowość, sprawia, że woda jest mniej oporowa i jeszcze wygląda lepiej, nie przypomina na pewno kogoś kto walczy o każdy oddech. To były jedne z najcięższych treningów dla mnie, opanowanie oddechu. Nie umiałam wydychać powietrza pod wodę jednocześnie nosem i ustami, więc kupiłam zatyczkę na nos, pomogła skupić się na wydychaniu tylko ustami oraz opanować ten odruch kiedy woda naleci do nosa przy wdechu. Na basenie jeszcze to jakoś wychodziło, z treningu na trening było coraz lepiej, mogłam przepływać coraz więcej metrów z głową pod wodą, okręcając ją tylko na wdech, ale jezioro to totalna porażka.
Kiedy jednak poczułam się trochę na siłach, aby spróbować na akwenie otwartym, pojawiła się kolejna przeszkoda, przestraszyłam się ciemności głębin, bo teraz już widziałam co jest pod spodem 😅 Jak już się pewnie domyślacie, nie zostawiłam tego w ten sposób, nie pozwoliłam sobie na to. Częściej zaczęłam jeździć nad jezioro, aby to opanować i oswoić.
Postanowiłam raz pojechać sama, to znaczy bez męża i córki, chciałam dać sobie czas, bez presji, że na mnie czekają na brzegu, to była dobra myśl dać sobie tę możliwość. Wtedy przepłynęłam z zanurzoną głową 1151m, to było coś.

Na triathlonie rzeczywistość zweryfikowała każdy trening, trochę przepłynęłam z głową pod wodą, a trochę po staremu, czyli bez zanurzenia, ale to już emocje, fale i ludzie płynący dookoła tworzą reakcje na sytuacje. Było dobrze, ani razu się niczego nie bałam, więc została już tylko praca, praca i zbieranie doświadczenia na kolejnych zawodach. Obecnie skupiam się na szybkości, trenując nadal technikę, ale też siłę. Myślę nad pracą z trenerem, aby zobaczył co jeszcze można poprawić na tym etapie lub co wykorzystać lepiej.

Czy umiem pływać?
Jest na pewno o wiele lepiej, porównując filmiki z początku nauki, a teraz. Nie boję się wody, jestem pewna swoich umiejętności, potrafię opanować moment kiedy zachłysnę się podczas pływania, nie zatrzymuje się wtedy i płynę dalej. Mimo to uważam, że mogę się jeszcze wiele nauczyć.
Czy polecę taką samodzielną naukę?
Tak jak pisałam wcześniej, z trenerem jest łatwiej, bo od razu poprowadzi na właściwe tory i od początku będzie korygował błędy w danym stylu pływackim. Mnie przyjemniej przechodziło się tę drogę samej i dopiero teraz chciałabym, aby to wszystko zobaczył ktoś kto się zna, a to ze względu na zawody.
Wybór nauki pływania z trenerem czy bez to kwestia tego co chcesz osiągnąć oraz czasami czy budżet pozwala. Mimo tego, że uczyłam się sama, myśle, że warto zainwestować i od podstaw wyrabiać sobie dobre nawyki techniczne.

Swoją drogą, już nie mogę się doczekać kiedy woda będzie cieplejsza w jeziorach, znowu założę piankę i popłynę, bo cele na przyszły rok mam ambitne. Przez tę całą przygodę z nauką pływania jeszcze bardziej czuję urok tego sportu. Na dystansie 1/8 jest mi go za mało, bo tylko 475m, więc chcę przejść na 1/4, czyli 950m, a może wezmę udział w jakimś aquathlonie? Nie ma co się ograniczać 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *