Lifestyle

Mój pierwszy raz na siłowni

Już od dawna planowałam się wybrać na siłownie, ale ciągle nie było mi po drodze, a poza tym nie chciałam iść tam sama. Podobno, kiedy jest się pierwszy raz w tym miejscu to można się zgubić, rozczarować, zniechęci i oszaleć od ilości sprzętu jaki tam jest oraz tej niewiedzy co do czego służy. Trochę przecięłam z tym budowaniem dramatyzmu, ale czy faktycznie jest to temat nie do ogarnięcia jak na pierwsze wejście? Zaraz Wam powiem jaki był mój pierwszy raz na siłowni 😁

O co tu chodzi? – tak zareagowałam widząc ilość maszyn dziwnej konstrukcji, stałam i po prostu się rozglądałam co robią inni, ale nie przyszłam tutaj przecież stać tylko się zapoznać ze wszystkim na własnej skórze. Zaczęłam od najbardziej znanej mi czynności, czyli biegu na bieżni, o tak, tam czułam się jak ryba w wodzie, ale biegać przecież mogę na zewnątrz (i tak, utrzymuje wciąż stwierdzenie, że bieganie po ścieżce jest o wiele, wiele lepsze). Czułam przez chwile, że to nie mój świat, bo nie mam pojęcia co tu się dzieje. Po godzinie improwizacji wreszcie wszystko się skończyło, a ja ku mojemu zdziwieniu czułam, że chce tam wrócić. Spodobało mi się.

Drugi raz poszłam z bratem, który już miał doświadczenie w tej materii, pokazał mi do czego służą określone maszyny i jak je ogarnąć, było super, bo iść na siłownie, aby pobiegać na bieżni lub pojeździć sobie na rowerze to troszkę słabo. Zrobiliśmy wtedy mały trening nóg i pleców, więc suma summarum właśnie do tego maszyny poznałam.
Kolejny raz odważyłam się pójść wreszcie sama, poczułam taką chęć i jednocześnie chciałam w sobie przełamać strach przed wejściem w całkiem nowy dla mnie świat sportu. Zero planu, totalny spontan i kilka minut stania przy maszynach, które służą do innych części ciała niż nogi czy plecy. A stałam przy nich kilka minut, bo na szczęście miały naklejone na siebie obrazki jak wykonywać na nich dane ćwiczenie 😁 Dłużej stałam przy tych maszynach niż ćwiczyłam, ale ogarnęłam je wreszcie i byłam bardzo z siebie zadowolona, bo wpadło 3-4 serie po 15 powtórzeń.

Miałam okazję wykonać godzinny trening z trenerem personalnym i powiem Wam szczerze, że niebo, a ziemia. Jest o wiele łatwiej się ogarnąć kiedy ktoś podpowie co powinno się robić, ale to nie jest chyba odkrycie Ameryki 😛

Osobiście chętnie bym wzięła takiego trenera, ale mam za dużo jednostek treningowych do ogarniania, a zbyt mało czasu, poza tym na siłowni jestem w sumie z 4 razy w miesiącu (przynajmniej w grudniu tak było). Moją małą pomocą stały się aplikacje, które podpowiadają w jaki sposób wykonywać ćwiczenie, na jakiej maszynie oraz na jaką cześć mięśni dane ćwiczenie zadziała. Fajna sprawa, ale mimo wszystko chyba poleciłabym trenera, przede wszystkim poprawi on technicznie wykonywane ćwiczenie, odpowiednio zmotywuje oraz pomoże kiedy trzeba, a przede wszystkim jest człowiekiem, z którym można porozmawiać o swoich odczuciach co do treningu.

Powoli wchodzimy w Nowy Rok 2022, pewnie już w niejednej głowie świtają plany i postanowienia na ten nowy rozdział życia, jeśli są o tematyce sportowej, to w większości przewinie się myśl o siłowni. I ekstra, jednak jako taki lajk i świeżak tego tematu powiem, że na siłowni jest nudno jeśli nie idziesz tam z jakim planem, a od ułożenia takiego planu jest trener, którego macie praktycznie na każdej siłowni. Plan nie pozwala się nudzić i sprawi, że zostaniecie z tą aktywnością dłużej niż do lutego, a jeśli się wkręcicie to już w ogóle czadowo – czego Wam mocno życzę w Nowym Roku ❤️

Jeśli post był napisany zbyt chaotycznie to bardzo dobrze, bo właśnie tak jest na siłowni kiedy idzie się pierwszy raz, a później jeszcze kilka bez planu i celu 😛

Trzymam kciuki.

P.S. Siłownia bez zdjęć się nie liczy – if you know what i mean 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *