Biegowo

Moje pierwsze 15 km

Uparłam się, ostatnie pokonanie dystansu 10 km sprawiło, że złamałam w sobie kolejną barierę i zechciałam sięgnąć po więcej! Do tego wszystkiego jeszcze z paczkomatu odebrałam koszulkę z wyzwania biegowego z „Ostrym cieniem mgły”, na którą nie ukrywam czekałam. I tak chwyciła mnie motywacja, determinacja i chęć walki z własnym cieniem mgły, bo my to oni, oni my, czy jakoś tak 😛

Ten bieg był planowany dzień przed jego realizacją, bo było potrzebne mi wybieganie. Od czterech dni nie udało mi się zrobić żadnego biegu, więc już powoli zaczęłam łapać dołki, głupie myśli zaczęły się wdzierać do głowy… Wszystko mówiło, a nawet krzyczało, że czas pobiegać, bo dłuższa przerwa może skutkować jakaś katastrafą. Umówiłam się z mężem, że będę potrzebować na to około godziny i trzydziestu minut, więc ogarnie córkę na kolacje i do spania. 

Zdjęcie tak ostre jak cień mgły 😛

Ruszyłam i to jeszcze nowo poznaną ścieżką pieszo-rowerową. Trasa była dość popularna, bo jeździło tam trochę rowerzystów, rolkarzy, no i spotkałam też kilku biegaczy. 

Pierwsze pięć kilometrów poszło lekko, bez jakiegoś specjalnego zmęczenia. Po przekroczeniu piątki nie chciałam szarżować i stwierdziłam, że czas nauczyć się rozkładać swoje siły na taki kilometraż, więc lekko zwolniłam. Kiedy doszło już do ósmego kilometra, to oczywiście duma wzięła troszkę górę i przyspieszylam, aby 10 km nie zrobić powyżej godziny, ten odcinek poszedł tak dobrze, że jeszcze na 58 minucie (z hakiem) biegu zaliczyłam 11 km. 11 kilometrów to dobry czas, napisze szczerze, że byłam zaskoczona, bo nawet się nie spodziewałam 🙂 

W tym momencie wzrosła motywacja by biec dalej, jednak z rozsądkiem, bez przyspieszania, bo wiadomo jak to jest kiedy radość za bardzo poniesie. Stopowałam się, bo przede mną przecież jeszcze 4 km biegu. Kiedy przekroczyłam 12 kilometr powoli zaczęłam odczuwać biodro i miałam wrażenie, że zaczęłam lekko kuleć, jednak biegu uparcie nie przerwałam, powiedziałam sobie, że zrobie te 15, to zrobie! A to tylko jeszcze 3 km. Po 14 km już nie czułam, że coś boli, i że w ogóle biegnę, ale kiedy się zatrzymałam nogi miałam lekko jak z gumy. Zrobiłam małe rozciąganie i tak zakończyłam bieg będąc z siebie dumną, bo całość udało mi się ogarnąć w 1h 24min – wybieganie totalne! 🙂 

Podsumowując ten bieg: na pewno jeszcze tyle pobiegnę, bo pewnie 5 km, będzie już niewystarczające, aby zaspokoić potrzebę biegania. Nie wspomniałam jeszcze, że większość biegu łapała mnie kolka i musiałam w dwóch miejscach się przejść z 10 metrów szybkim krokiem. Przyznam, że kusił mnie pół maraton, ale po tym jak się zatrzymałam i odczułam nogi to stwierdziłam, że jeszcze nie czas na takie wariacje, ale może jeszcze w tym roku uda się go zaliczyć 🙂 

Osiem miesięcy regularnych biegów zaowocowało takim dystansem. Powoli i na spokojnie da się osiągnąć wszystko! Wyniki nawet czasem zaskakują!

Do dzieła Kochani! Zaskoczcie się sami tym co potraficie dokonać! 

Do zobaczenia na biegowych ścieżkach! 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *